ŚWIĘTO ROWERU w Lubartowie

PRZED... 

Czas zacząć się umawiać.
Świeto Roweru coraz bliżej. Mam nadzieję, że SPAW w Lubartowie będzie licznie reprezentowany. Oficjalne ramy czasowe imprezy to 8.00 - 19.00. Na proponowane przez organizatorów trasy wyruszać można w godz. 8.00 - 17.00 i w tych też godzinach prowadzone są zapisy. Centrum dowodzenia imprezy to ul. Nowodworska 34 - parking przy Mrówce. 

Myślę, że realny czas naszego startu to godz. 11.00.  Proponuję spotkanie przed stacją PKP w Lubartowie gdzie można skorzystać z kilku okolicznych parkingów.
Pozostaje jeszcze wybór trasy. Ja sugeruję wariant 34 kilometrowy trasą nr 2 lub nr 3.  Oczywiście możemy zrobić nasz własny wariant i zjechać z asfaltu w piaseczek lub jakieś chaszcze.
Zobaczymy co podpowie Ania - nasz człowiek w Lubartowie, która pełni rolę gospodarza.

Koniecznie szykujcie SPAWowe koszulki, najlepiej białe. 

Dla tych, którzy mają problem z transportem rowerów przypominam, że do Lubartowa, po odremontowanej za grube miliony linnii kursują szynobusy.
Nie pytam kto będzie, kogo nie będzie. Po prostu do zobaczenia.
SPAW aj!!

PS. Organizatorzy spodziewają się 13 000 rowerów (słownie: trzynaście tysięcy). Jak z tego wynika, w  jednym miejscu może się zgromadzić nawet 26 tysięcy pedałów.
Tfu !!!

PO....

Na dworcu w Lubartowie spodziewałem się tłumów. Wyobraźnia podpowiadała, że te tysiące ludzi jakoś musi dotrzeć, gdzieś zaparkować, gdzieś wypakować rowery. Tymczasem plac przed dworcem zawłaszczyliśmy dla siebie i poza naszymi SPAWowymi koszulkami żadnego ruchu na nim nie było.  Z punktualnością jak zwykle na bakier. Zanim wszyscy się zjechali z umówionej godziny 11.00, zrobiła się godz. 12.00.   Pogoda była idealna  na rekreacyjne rowerowanie w gronie rodzinnym, słoneczko, miłe ciepełko, więc i posiedzieć, poczekać nie zawadzi. Dojazd na start i rejestracja to kolejna godzina, więc na trasę wyjeżdżaliśmy około 13.00 i jak nas poinformowano, byliśmy jedną z ostatnich grup. Trasy generalnie bardzo przyjemne, przez piękne Lasy Kozłowieckie, prawie w całości asfaltowe, czasem może aż za nudne. Chwilami po prostu brakowało piachu i błota, bo co to za rajdzik, na którym można nie zsiadać z roweru. Jak się okazało na koniec, zdecydowanie najnudniejszym kawałkiem był odcinek Kozłówka – Skrobów - Lubartów i tego w przyszłości należy unikać. Rowerzystów na trasach  sporo, bo niektórzy robili kolejną pętlę lub wracali już do domów. Generalnie prawie cały czas sznur rowerów, ale rano musiało być jeszcze tłoczniej.

Według statystyk, najdłuższy przejechany tego dnia dystans  wyniósł 307 km. Tu do zwycięstwa trochę nam zabrakło. Wybraliśmy trasę 34 km, ale dołożyliśmy do tego „skróty” oraz próbę połączenia dwóch tras, więc w sumie liczniki pokazały 50 km.

W oficjalnych materiałach organizatorów Święta Roweru, publikowanych na stronie  http://www.swietoroweru.pl/   zostaliśmy opisani jako najliczniejszy klub rowerowy z wynikiem 22 osób. To niewiele, jak na nasze standardy, zdarzały się przecież  wycieczki na 30 rowerów i więcej, choćby Sandomierz, Janów Lubelski czy ostatnio Makoszka. Ale satysfakcja jest i w kronikach zostało to odnotowane.

Niewątpliwie zajęlibyśmy też czołowe miejsce w klasyfikacji „grupa która wypiła najwięcej piwa”. Spokojnie, wszystko w granicach rozsądku. Wszak  przy takim upale i wysiłku wypoci się każdą ilość, a postoje pod sklepem GS są zawsze niezapomniane.

Po dotarciu na metę byliśmy nieco zagubieni. Wokół tłum rowerzystów, stragany,  hałas dobiegający ze sceny, gdzie akurat lansowano nie do końca szlachetne gatunki muzyczne. To nie  nasze klimaty. Uciekliśmy więc na lubartowski rynek, gdzie można było spokojnie i bardzo przyjemnie odpocząć. Siedząc na rynku właściwie uznaliśmy, że już jesteśmy pożegnani z imprezą. Postanowiliśmy jako widzowie popatrzeć na przejazd i paradę uczestników Święta Roweru. Kiedy jednak nadjechały tysiące (naprawdę tysiące!!) rowerów,  ludzie machali i zaczepiali nas nawołując do przyłączenia się do wspólnej pożegnalnej rundy. Nie wytrzymaliśmy i ponownie wsiedliśmy na rowery. Ten punkt programu każdemu obowiązkowo w przyszłości polecam.

I tak się zakończył  nasz pierwszy udział w Święcie Roweru. Pierwszy, ale pewnie nie ostatni. To tylko rekonesans przed  prawdziwym  uderzeniem  za rok.

PS. W święcie Roweru udział wzięło według organizatorów 13520 osób. My na mecie zameldowaliśmy się gdzieś w okolicach trzynastotysięcznego miejsca i ku rozpaczy naszych dzieci nie mogliśmy otrzymać koszulek, bo ich po prostu zabrakło. Ale czapki z głów przed organizatorami. Kilka dni później otrzymaliśmy
niezwykle twarzowe,
pamiątkowe, 
w kolorze gaciowy róż
jak świnka –halinka
bardzo męskie
kolarskie trykoty.

Są koszulki, są dyplomy, są wspomnienia. Happy end.
SPAW-aj!
J.K.

...Jak tylko zjechaliśmy z wyznaczonej trasy zrobiło się ciekawiej. Od razu trafiła sie wielka kałuża!

PS. Co do zdjęć - jestem w trakcie umieszczania. Jeszcze chwila cierpliwości.